Finito!Cieszcie się człowieki ^^ Rozdział...miał być bardziej efektowny ,ale niestety brak weny i bolące ramiona...pomyliłam krem z filtrem z odżywką do włosów i mam za swoje...
Notkę dedykuję :
Aiko-chan .Serdecznie zapraszam na jej wspaniały blog :
http://aiko-chan-love.blog.onet.pl/
Gostek był wydawał się pomimo jego zachowania całkiem spoko.Po za tym jeśli był przewodniczącym musiał być spoko.Całkiem miło się z nim gadało.Był spokojny i nie zwracał uwagi na nic znaczącego.Raczej nic go nie obchodziło i nie chciał od razy wyciągnąć ode mnie całego życiorysu jak to większość ludzi.
-Taki-kun!-Krzyknął głos należący do rudowłosego zła.Otwarłem leniwie oczy ,a moje oczy zostały poddane próbie.Choć strasznie mnie kusiło ,aby wybuchnąć śmiechem czułem w sobie zazdrość.A po co ja wam to w ogóle mówię.Sami zrozumiecie.
Lara tuliła się najmocniej jak mogła do klatki piersiowej Tokiego.W jego ramionach wyglądała jak zagubione dziecko.On trzymał ją za głowę śmiejąc się cicho.
Czułem jak coś we mnie pękło.Teraz nie było mi do śmiechu mimo zabawnego nastroju.
-Ow.To ty Naruto.-Rzuciła Lara zaraz po tym jak odkleiła się od złotowłoska.Czułem się urażony.Do niego szczerzyła się jak idiotka ,a mnie raczyła obdarzyć jednym spojrzeniem.I to w dodatku jakbym był jakimś brudnym kundlem.
-Taa...to ja.A kogo się spodziewałaś?-Zadrwiłem obracając się w połowie ,aby tylko na nich na patrzeć.
Rudowłosa stanęła opierając się jedną ręką o biodro ,a drugą dotknęła delikatnie swojego karku.Uniosła oczy ku górze i krzyknęła:
-Hymm...pomyślmy...nie Ciebie!-Obróciła się trzy razy wokoło własnej osi wykonując jakiś nieznany ruch.Taki zapiszczał parę razy nie mogąc oderwać wzroku od dziewczyny.
Dobra.Naruto.Tylko powoli się wycofaj.Pierwszy krok.Pamiętaj nie spuszczaj ich z oka!Drugi krok.Trzeci.Kurde!Zatrzymała się!
-Dobra to już nie jest śmieszne.-Powiedziała Lara przywracając całą siebie do poprzedniego drętwego stanu w jakim widzę ją codziennie.Nie wiem co się dzieje.Czyżby Taki zarażał anime?Albo czarodziejką z księżyca.
-Oj no weź!Laraaaa...zrób tak jeszcze raz!Błagaammm!-Złotowłosek uklękną przed dziewczyną ,a ona spojrzała na niego tylko jak na robaka.Idiota chyba to zauważył i szybko wycofał się z palnu.
-Głupek.-Skomentowała zimno.Dobra.Ja rozumiem ,że kobieta zmienną jest ,ale bez przesady!Chyba nie da się z sekundy na sekundę stać się z słodkiej na zimną ,a później złą!?Czemu ja tak nie potrafię!?
<Boż Ci wielebna Olgusia nie dała tej wspaniałej mocy ! dop.aut>
-Co Ci nagadał?-Zapytała podchodząc trochę bliżej.Spojrzała na mnie przenikliwe po czym ominęła jakbym był jakimś niepotrzebnym kundlem.Jej rude włosy przemknęły po mojej twarzy.Były takie miękkie.Nie to co ona.Skała ,a nie człowiek.
-A co miałby powiedzieć?-Nie odpowiedziała.Znów mnie zignorowała.-Mówił ,że jest członkiem rady uczniowskiej.-
-Heh.Właśnie poznałeś fałszywego Taki.On nie potrafi mówić prawdy.Cokolwiek Ci powiedział nie wierz mu.To jest po prostu Taki.-Zaśmiała się ,a moja mina odpowiadała "o co kaman".Słyszałem o ludziach ,którzy nie potrafią kłamać.Ale żeby nie potrafić być szczerym?Tu jest gorzej niż w zoo!To jest jakiś horror o magicznym zoo!Cholera...ich głupota przechodzi na mnie.
Dzień zbliżał się ku końcowi.Złotowłosek znikną gdzieś ,a Lara ulotniła się do toalety.A ja?Stoję pod damskim kiblem i trzymam jej torebkę.Gorzej być nie mogło.W sumie to pogoda jest ładna.Ptaszki śpiewają ,uliczny grajek daje rade i nikogo znajomego nie ma w pobliżu.Kątem oka jeszcze widziałem nauczyciela który kupował kawę w okolicznej kawiarence.Chłopaki siedzieli obok stoisk z jedzeniem ,a dziewczyny pobiegły w stronę sklepu z damskimi artykułami.
Tylko ja...i to moje powalone szczęście.Chce się zabić.Cokolwiek.Ta baba z stoiska naprzeciw śmieje się ze mnie!Utopię się.Ale jak?Nie.Lepiej jest rzucić się pod pędzący samochód.Ale jak przeżyje?Wsadzą mnie do psychiatryka ,a ta babcia nadal będzie się ze mnie śmiała.
Po chwili za drzwi wyłoniła się rudowłosa ,a ja praktycznie rzuciłem w nią tą torbą.Szybko włożyłem dłonie do kieszeni uśmiechając się głupkowato.Lara tylko obdarzyła mnie ponownie swym zimnym wzrokiem i bezczelnie ruszyła przed siebie.Jakby całkowicie zapomniała o mnie.
-Idziemy do kawiarni?Zgłodniałam.-Zapytała patrząc w stronę budynku który był obrośnięty jakimś zielskiem.Nawet ładnym zielskiem.
-Myślałem ,że już nie zapytasz!-Krzyknąłem uradowany.Chwyciłem ją za rękę i pobiegłem pod kawiarnię.Pogoda była piękna ,więc usiedliśmy na zewnątrz.Po chwili przyszedł kelner ,który wyglądał jak typowy Japończyk.Miał na sobie czarne spodnie i fioletową koszulkę.
-Co podać?-Zapytał uśmiechając się.Sztuczniejszego uśmiechu od tego w życiu nie widziałem.Ale co się dziwię.Też nie byłbym szczęśliwy pracując w takiej dziurze.
-Ja poproszę cappuccino i sernik na zimno.-Zakomunikowała rudowłosa również uśmiechając się sztuczno.Czy na prawdę ludzie mogą być dla siebie ,aż tacy sztuczni?Czy bycie miłym to pojęcie odległe?Znów myślę o sensie życia!A już tak dobrze mi szło...
-Naruto?-Zapytała nagle wpatrując się we mnie jakby był zombie ,albo gorzej.
-Hę?-
-Zmów coś.-
-A!Ja poproszę herbatę i ciasto czekoladowe.-Kelner odszedł ,a czekanie minęło w ciszy.Tak samo jak posiłek.Nie zamierzałem ponowie zaczynać rozmowy.A tej rudej wcale to nie przeszkadzało!
Może i była zimna i okrutna.Zachowywała się jak robot który ma kwestie wyryte na pamięć.Ale czyż to nie było w niej piękne?Była inna.Inna niż wszystkie te dziewczyny.Nie mógłbym nazwać jej słodką czy uroczą.Ale nie uważam ,że jest złą osobą.Jest po prostu odrębna.Zwykła na swój zwykły sposób ,który jest niesamowity!
Po powrocie do hotelu wszyscy zebrali się w jadalni.Głównym daniem była lazania wegetariańska lub z mięsem.Wybrałem tę z mięsem po czym rzuciłem się w stronę soku malinowego!Owszem.Kocham sok malinowy od dziecka.Malin nigdy dość!Radość w płynnej postaci.To on uratował mnie od załamania nerwowego przed Sai'm.To on postawił mnie na nogi podczas ostatniego lata ,które zyskało miano "najgorętszego".
Spojrzałem na stoliki.Lara siedziała z Tokim ,który bawił się marchewką.Przypominał małe dziecko.Rudo-włosa natomiast próbowała przywrócić go do anty-anime rzeczywistości.
-Naruto!Tutaj jesteśmy!-Krzykną Chouji z końca sali.Ich stolik był w rogu pokoju.Było tam niejciemniej ,ale co mi szkodzi?Całkowicie zignorowałem Larę i złoto-włoska i ruszyłem w stronę chłopaków ,którzy natychmiast zrobili mi miejsce obok Rocka Lee.
Wymiany zdań między wszystkimi były nie dłuższe niż cztery słowa.Ale co się dziwić kiedy każdy przerywał drugiemu.Tylko Shikamaru leżał twarzą w swoim śniadaniu.Albo myje twarz w mleku i płatkach?Całkiem możliwe...
O dziwo nie pytali się mnie o nic co jest związane z Larą.Nie wiem czy mam się cieszyć czy bać.Ahh...jakie to upierdliwe!
"Przez tysiąclecia głoszono na Wschodzie ,że świat jest iluzją -iluzją maya. Wir pokazuje jasno, co na tę iluzję się składa"
Właśnie skończyłem czytać ostatnie zdanie drugiego rozdziału książki "Ludzie jak Bogowie".Tyuł rozdziału nosi nazwę "Wir Energii".Pisarze D.Ash i P.Hewitt chyba musieli mieć zbyt wiele IQ ponieważ już po raz setny czytam ten rozdział i dalej nie rozumiem o co w nim chodzi.Jeszcze nie wiem co wir energii i materia ma do Bogów i ludzi ,ale mam nadzieję ,że w końcu się dowiem ponieważ dlatego jeszcze nie rzuciłem tej książki w kąt.
-Narruuuu....zamknij okno!-Krzykną spod poduszki Shino.Wyglądał jakby był na kacu.Nawet się nie przebrał.Tylko jego buty leżały pod drzwiami do łazienki.Postanowiłem więc być dziś dobrym dzieckiem i wstałem z łóżka.Chwyciłem za klamkę ,a mój wzrok utkił na osobie siedzącej samotnie na ławce.Była już ciemna noc ,a na dworze było strasznie zimno.Nawet zwierząt nie było słychać.Tylko delikatny szum wody w basenie.
-Shino wychodzę ,zaraz będę.-Rzuciłem i spojrzałem na bruneta.Już spał.Uśmiechną się pod nosem zabierając kluczyki z pokoju.Ubrałem na siebie jeszcze tylko kurtkę i wybiegłem z budynku.Od razu znalazłem się nad na miękkiej trawie.Rozejrzałem się dookoła siebie ,ale ponownie ujrzałem tylko przenikliwą ciemność i zarys czyjejś sylwetki.Podszedłem parę kroków bliżej i od razu rozpoznałem w nieznajomym Larę.Tylko ona mogła mieć ubraną cienką piżamę w taką pogodę.Bez pozowania usiadłem obok niej.Nie wiem czy nie zauważyła mnie czy nie chciała zauważyć.Obie te opcje były bardzo prawdopodobne jeśli chodzi o nią.
Chociaż...wygląda jakby była w transie.Jej twarz owszem i nie wyrażała nic ,ale jednak była inna...jakby smutna.Oczy były puste.Wydawało się ,że nie oddycha.Nie drgnęła nawet przy mocnym powiew wiatru który rozpuścił jej spięte dotąd włosy.Te pofalowały na moją twarz.Niestety miałem otwarte usta.*Kurde...nie tak to powinno wyglądać*Pomyślałem wyciągając z ust rude kosmyki.Chwała Bogu ,że Lara nie zauważyła.
-Czy to prawda?-Zapytała cicho zwracając na siebie moją pełną uwagę.
-Ale co?-
-Że...w sumie to nie ważne.Zapomnij ,że pytałam.-Warknęła.Tym razem wydała się zła.Schowała twarz w dłonie krzycząc coś do nich.*Ona ma coś z głową*Pomyślałem chcąc się wycofać.Ale dziewczyna zaczęła łkać.Zrobiło mi się jej okropnie szkoda.Kurde!Naruto opanuj się!To diabeł!Ale przecież diabły raczej nie płaczą.A może jednak...
-Ej...Lara...emm...nie płacz.Wszystko okey?Ej no weź ,bo też będę płakać!-Krzyknąłem.Mam bardzo denerwującą cechę.Płacze kiedy ktoś inny płacze. < Haha...też tak mam:D dop.aut >
-Nie twój interes.-Warknęła.Tak....to była Lara którą znam.
-Dobra ,to pa.-Mruknąłem wstając z ławki.Miałem cichą nadzieję ,że zawoła mnie.Że zrobi cokolwiek.Ale ona nawet nie spojrzała.Przed ten cały czas nawet nie uraczyła mnie spojrzeniem.Mam dość...
Na tym linku umieszczona jest poprzednia część bloga :
http://sleepy-love.blog.onet.pl/
http://sleepy-love.blog.onet.pl/
poniedziałek, 28 maja 2012
niedziela, 20 maja 2012
12:::Deja vu:::
W prawdzie te notkę napisałam niecały tydzień temu w napływie weny ... słuchałam bardzo nietypowej piosenki ,a raczej openningu Tasogare Otome x Amnesia. Świetne anime polecam gorąco!Co jeszcze mam powiedzieć? Notkę dedykuje Amy mojej kochanej , która jest ze mną od samego początku.No i chciałam jej przypomnieć o jej blogu!Pisz dziewczyno bo chce wiedzieć bo będzie dalej!
Czy wystarczy jeden moment aby zniszczyć całe swoje dotychczasowe życie?Jedna sekunda ,minuta ,godzina ,dzień ,tydzień ,miesiąc ,rok ,wiek.Czy tyle starczy?Potrzeba więcej?Studnia zażenowania jest głęboka.Tylko jak bardzo?Może to zależy od człowieka który ją zażądza.A jeśli tym wszystkim steruje ktoś inny ,a my jesteśmy tylko pionkami na planszy?Pociągać za sznurki nie jest nam dane.A może jednak?Może mamy władzę nad swoim losem.Możliwe ,że potrafimy dokonać rzeczy niemożliwych.Więc czemu nikt nie próbuje?Dlaczego nieosiągalne staje się osiągalnym.Same starania i chęci nie wystarczą.Czego jeszcze potrzeba?Szczęścia ,uśmiechu losu ,a może miłości ,złości i nienawiści?Zazdrości i zachłanności?Można wymieniać w nieskończoność...ale czyż nie lepiej przekonać się o tym na własnej skurze?
Dwie godziny po północy ,a ja nadal nie potrafię zmrużyć oka.Zjadłem dziś ,a raczej wczoraj zaledwie dwie kromki chleba z pomidorem ,a czuję się jakbym zjadł więcej niż sam ważę.Sam się sobie dziwię.Zazwyczaj pochłaniam przynajmniej dwa razy więcej niż powinienem ,a teraz takie coś.Długo na tym nie pociągnę.Pewnie obudzi mnie moje burczenie brzucha.Ale czy to jest najistotniejsze?-Nie ważne.Nie jestem w humorze.
Obudziły mnie wprost zbyt rażące płomyki słońca.
-Cholerne słońce.-Zawarczałem podnosząc się do pozycji siedzącej.Spojrzałem na łóżko Shino ,ale jego już tam nie było.Zamiast tego zastałem idealnie pościeloną pościel.Westchnąłem cicho kierując się do łazienki.Do śniadania zostało jeszcze tylko dwadzieścia minut ,a mi się raczej nigdzie nie śpieszy.
Po wszystkich czynnościach jakie zazwyczaj wykonuje normalny człowiek rano nałożyłem jeszcze tylko czarne spodnie ,biały t-shit i czarny zapinany sweter.Kto jak kto ,ale nie lubiłem wyglądać jak bezdomy.<I mówi to facet który nigdy się nie czesze X.x dop.aut>
Szybko ubrałem adidasy i zbiegłem na dół.Spóźniony już byłem ,ale co najwyżej dzięsięć minut.Od razu moją uwagę przykuła długa kolejka do szfedzkiego stołu.Chcąc nie chcąc udałem się w tamtą stronę.Po jakiś kolejnych dziesięciu nerwowych minutach w końcu udało mi się dorwać jakieś pierwsze lepsze kanapki.Stoliki były już w prawdzie zapełnione ludzmi po brzegi.Jedynie Lara siedziała sama przy tym samym stole co my wczoraj.
Nie czekając na cód ruszyłem w jej stronę.Dziewczyna grzebała niechętne w swojej misce płatków z mlekiem.Raczej nie tknęła zbyt wiele.
-Mogę się dosiąć?-Zapytałem wymuszając w sobie uśmiech.Sam także nie miałem ochoty na jakieś głośne towarzystwo.Rudowłosa była w takiej chwili wprost idealna.
-Siadaj.-Odpowiedziała wskazując miejsce naprzeciwko.Postawiłem tacę z jedzeniem na stole i zabrałem się za jedzenie.
-Ty nie jesz?-Rzuciłem połykając kęs chleba.Popiłem go herbatą cały czas patrząc wyczekująco na dziewczynę.Dziś wydała się jakaś inna.W ogóle nie obecna.Jakby miała swój własny świat.
-Nie jestem głodna.-Odparła bez entuzjazmu.Nawet nie uraczyła mnie spojrzeniem.Czułem się jakbym rozmawiał z Sasuke.
-Dobra!Co się stało?Jeśli chodzi o wczoraj to ja nie ...-Nie pozwoliła mi skończyć.
-Cicho bądz idioto!Wszyscy się nas gapią.-Krzyknęła jakby szeptem spoglądając na mnie złowrogo.To jednak mało mnie obchodziło.Miała odpowiedzieć koniec ktopka!-Skończyłeś jeść?-Zapytała ,a ja spojrzałem na nie do końca pusty talerz.Nim się jednak spostrzegłem rudowłosa ciągła mnie jak worek z ziemniakami po za jadalnię.Dokładniej to prowadziła mnie nad basen.
Czułem na siebie spojrzenia tych wszystkich ludzi.Nie przeszkadzało mi to.Byłem przyzwyczajony do takich sytuacji.
-No to o co chodzi?-Zapytałem gdy w końcu postanowiła mnie puścić.Otarłem sobie delikatnie nadgarstek wpatrując się w nią ciekawie.
Rudowłosa mruknęła coś tam pod nosem co trochę mnie rozśmieszyło.Skrzyżowała ręcę na piersiach dzięki czemu wyglądała jak nadąsany bachor.
-No i?-Dopytywałem się.
-Nie muszę Ci nic mówić!-Krzyknęła zarzucając włosami.Te upadły jej na twarz ,a ja odgranąłem je delikatnie za ucho.Zaraz!Stop!Co zrobiłem!?Dajcie replay!!!
Szybko zaczerwieniłem się i schowałem dłonie do kieszeni spodni.Lara również przypominała dojrzałego buraka.
-Em.Przepraszam.-Wydusiłem spuszczając powietrze z płuc.Spojrzałem na nią kątem oka.Znów wyglądała jak w tedy w lesie.Cienie liści i promienie słońca opadały na jej dorbną bladą twarz.A oczy znów wydawały się idealnie turkusowe.Wiatr delikatnie tańczył z jej rudymi włosami ,a na twarzy widaniał mocny rumieniec.
-Nic się nie stało.-Odparła w końcu patrząc na ziemię.Pocierała dłońmi spod długich rękawów szarego swetra.Miała jeszcze na sobie szare jeany i białą bluzkę w czarne grochy.Nic specjalnego ,a jednak idealnie do niej pasowało.
-Naruto!Lara!Chodźcie już!Zaraz idziemy do miasta!-Krzykną nauczyciel ,a my spojrzeliśmy w tamtą stronę.Jestem martwy-Pomyślałem widząc przyklejone do szyby twarze moich przyjaciół.Uderzyłem się szybko w czoło i spojrzałem na trawę.A włąściewie to miałem spojrzeć na rudowłosą ,ale już jej tam nie było.Dziwne.
-Naru...No weź!Otwórz drzwi!-Krzyczeli jeden przez drugiego.Nie wiem jakim cudem ,ale udało mi się w miarę bezpiercznie dotrzeć do pokoju i zamknąć się w łazience.Już od ponad kwadransu ci idioci nękają mnie.Chcą wiedzieć jak zmiękczyłem serduszko twardej Lary.Co ja do cholery zmiękczyłem!?Tylko sie upokorzyłem!W dodatku ona mnie szantarzuje!Jest zła i wszyscy to wiedzą!
-Otwieraj albo wyciągniemy Cię siłą jeśli będzie trzeba!-Ponownie uderzyli w drzwi czymś ciężkim.Mam Deja vu .Pamiętacie kiedy chłopaki chcieli wyciągnąć mnie z pokoju ,a ja dostałem kijem w głowę?Ja niestety pamiętam.
Na szczęście po paru minutach pojawił się mój zbawiciel Umino-sensei.Wyprosił w miarę grzecznie wszystkich z pokoju ,a ja mogłem spokojnie wyjść z łazienki.Podziękowałem mu grzecznie jak na wchowanego młodzieńca przystało.I razem z nim ruszyłem na piętro.Tam czekali już wszyscy wicieczkowicze.Rozmawiali ze sobą tak zacięcie ,że nawet nie zauważyli ,że przyszedłem.I dobrze.
-Ty jesteś Naruto Uzumaki?-Ktoś dźgną mnie w ramię.Spojrzałem się za siebie i ujarzałem chłopaka tego samego wzrostu co ja.Miał intensywne piwe oczy i złote włosy.Ubrany był w czarne spodnie i niebieską bluzę.Uśmiechną się wrednie i zaciągną mnie na sam koniec tego zgormadzenia.
-Wiesz kim ja jestem ,ale ja Ciebie nie znam.Chodzimy razem do klasy?-Zapytałem prześwietlając go wzrokiem.<Bez skojarzeń pliss!Wiecie ,że tego nie lubię =.=>
-Nazywam się Takino Murata.Ale wszyscy mówią mi Taki.Jestem z samorządu uczniowskiego.-Podł mi dłoń.Wydawał się nie szkodliwy więc co mi szkodzi?Odwzajemniłem gest.
-A więc jesteś z miasta?-Zapytał w jednej czwartej drogi do Kimon-Center cokolwiek to jest.
-Tak.Z Tokio.-
-Też kiedyś tam mieszkałem.-Uśmiechną się patrząc w niebo.Wyglądał na wielkiego fana anime.Zachowywał się zupełnie jak jedna z postaci jakiegoś romansu.-Jako dzieciak.Ale mam słabe zdrowie i przeniosłem się tutaj z moimi rodzicami.Nie jest tu tak źle jak się wydaje.Gdy pierwszy raz tu przyjechałem nie byłem zachwycony ,ale teraz nie wymieniłbym tego na nic innego.Tokio czy nawet Europa ,albo Ameryka nie jest tego warta.-
-Nie mam nic do tego miejsca.Konoha jest spokojna i taka jakby to ując..rodzinna.Ale jadnak czuję ,że tutaj nie pasuję.To chyba nie moja bajka.-Odpowiedziałem zgodnie z prawdą.
-Hym...może to się zmieni może nie.Pożyjemy zobaczymy ,co nie?-Uśmiechną się miło by po chwili wrócić do oglądania chmur.On na prawdę był jak z anime!Nawet uśmiechał się z zamkniętymi oczami!
***
Czy wystarczy jeden moment aby zniszczyć całe swoje dotychczasowe życie?Jedna sekunda ,minuta ,godzina ,dzień ,tydzień ,miesiąc ,rok ,wiek.Czy tyle starczy?Potrzeba więcej?Studnia zażenowania jest głęboka.Tylko jak bardzo?Może to zależy od człowieka który ją zażądza.A jeśli tym wszystkim steruje ktoś inny ,a my jesteśmy tylko pionkami na planszy?Pociągać za sznurki nie jest nam dane.A może jednak?Może mamy władzę nad swoim losem.Możliwe ,że potrafimy dokonać rzeczy niemożliwych.Więc czemu nikt nie próbuje?Dlaczego nieosiągalne staje się osiągalnym.Same starania i chęci nie wystarczą.Czego jeszcze potrzeba?Szczęścia ,uśmiechu losu ,a może miłości ,złości i nienawiści?Zazdrości i zachłanności?Można wymieniać w nieskończoność...ale czyż nie lepiej przekonać się o tym na własnej skurze?
Dwie godziny po północy ,a ja nadal nie potrafię zmrużyć oka.Zjadłem dziś ,a raczej wczoraj zaledwie dwie kromki chleba z pomidorem ,a czuję się jakbym zjadł więcej niż sam ważę.Sam się sobie dziwię.Zazwyczaj pochłaniam przynajmniej dwa razy więcej niż powinienem ,a teraz takie coś.Długo na tym nie pociągnę.Pewnie obudzi mnie moje burczenie brzucha.Ale czy to jest najistotniejsze?-Nie ważne.Nie jestem w humorze.
Obudziły mnie wprost zbyt rażące płomyki słońca.
-Cholerne słońce.-Zawarczałem podnosząc się do pozycji siedzącej.Spojrzałem na łóżko Shino ,ale jego już tam nie było.Zamiast tego zastałem idealnie pościeloną pościel.Westchnąłem cicho kierując się do łazienki.Do śniadania zostało jeszcze tylko dwadzieścia minut ,a mi się raczej nigdzie nie śpieszy.
Po wszystkich czynnościach jakie zazwyczaj wykonuje normalny człowiek rano nałożyłem jeszcze tylko czarne spodnie ,biały t-shit i czarny zapinany sweter.Kto jak kto ,ale nie lubiłem wyglądać jak bezdomy.<I mówi to facet który nigdy się nie czesze X.x dop.aut>
Szybko ubrałem adidasy i zbiegłem na dół.Spóźniony już byłem ,ale co najwyżej dzięsięć minut.Od razu moją uwagę przykuła długa kolejka do szfedzkiego stołu.Chcąc nie chcąc udałem się w tamtą stronę.Po jakiś kolejnych dziesięciu nerwowych minutach w końcu udało mi się dorwać jakieś pierwsze lepsze kanapki.Stoliki były już w prawdzie zapełnione ludzmi po brzegi.Jedynie Lara siedziała sama przy tym samym stole co my wczoraj.
Nie czekając na cód ruszyłem w jej stronę.Dziewczyna grzebała niechętne w swojej misce płatków z mlekiem.Raczej nie tknęła zbyt wiele.
-Mogę się dosiąć?-Zapytałem wymuszając w sobie uśmiech.Sam także nie miałem ochoty na jakieś głośne towarzystwo.Rudowłosa była w takiej chwili wprost idealna.
-Siadaj.-Odpowiedziała wskazując miejsce naprzeciwko.Postawiłem tacę z jedzeniem na stole i zabrałem się za jedzenie.
-Ty nie jesz?-Rzuciłem połykając kęs chleba.Popiłem go herbatą cały czas patrząc wyczekująco na dziewczynę.Dziś wydała się jakaś inna.W ogóle nie obecna.Jakby miała swój własny świat.
-Nie jestem głodna.-Odparła bez entuzjazmu.Nawet nie uraczyła mnie spojrzeniem.Czułem się jakbym rozmawiał z Sasuke.
-Dobra!Co się stało?Jeśli chodzi o wczoraj to ja nie ...-Nie pozwoliła mi skończyć.
-Cicho bądz idioto!Wszyscy się nas gapią.-Krzyknęła jakby szeptem spoglądając na mnie złowrogo.To jednak mało mnie obchodziło.Miała odpowiedzieć koniec ktopka!-Skończyłeś jeść?-Zapytała ,a ja spojrzałem na nie do końca pusty talerz.Nim się jednak spostrzegłem rudowłosa ciągła mnie jak worek z ziemniakami po za jadalnię.Dokładniej to prowadziła mnie nad basen.
Czułem na siebie spojrzenia tych wszystkich ludzi.Nie przeszkadzało mi to.Byłem przyzwyczajony do takich sytuacji.
-No to o co chodzi?-Zapytałem gdy w końcu postanowiła mnie puścić.Otarłem sobie delikatnie nadgarstek wpatrując się w nią ciekawie.
Rudowłosa mruknęła coś tam pod nosem co trochę mnie rozśmieszyło.Skrzyżowała ręcę na piersiach dzięki czemu wyglądała jak nadąsany bachor.
-No i?-Dopytywałem się.
-Nie muszę Ci nic mówić!-Krzyknęła zarzucając włosami.Te upadły jej na twarz ,a ja odgranąłem je delikatnie za ucho.Zaraz!Stop!Co zrobiłem!?Dajcie replay!!!
Szybko zaczerwieniłem się i schowałem dłonie do kieszeni spodni.Lara również przypominała dojrzałego buraka.
-Em.Przepraszam.-Wydusiłem spuszczając powietrze z płuc.Spojrzałem na nią kątem oka.Znów wyglądała jak w tedy w lesie.Cienie liści i promienie słońca opadały na jej dorbną bladą twarz.A oczy znów wydawały się idealnie turkusowe.Wiatr delikatnie tańczył z jej rudymi włosami ,a na twarzy widaniał mocny rumieniec.
-Nic się nie stało.-Odparła w końcu patrząc na ziemię.Pocierała dłońmi spod długich rękawów szarego swetra.Miała jeszcze na sobie szare jeany i białą bluzkę w czarne grochy.Nic specjalnego ,a jednak idealnie do niej pasowało.
-Naruto!Lara!Chodźcie już!Zaraz idziemy do miasta!-Krzykną nauczyciel ,a my spojrzeliśmy w tamtą stronę.Jestem martwy-Pomyślałem widząc przyklejone do szyby twarze moich przyjaciół.Uderzyłem się szybko w czoło i spojrzałem na trawę.A włąściewie to miałem spojrzeć na rudowłosą ,ale już jej tam nie było.Dziwne.
-Naru...No weź!Otwórz drzwi!-Krzyczeli jeden przez drugiego.Nie wiem jakim cudem ,ale udało mi się w miarę bezpiercznie dotrzeć do pokoju i zamknąć się w łazience.Już od ponad kwadransu ci idioci nękają mnie.Chcą wiedzieć jak zmiękczyłem serduszko twardej Lary.Co ja do cholery zmiękczyłem!?Tylko sie upokorzyłem!W dodatku ona mnie szantarzuje!Jest zła i wszyscy to wiedzą!
-Otwieraj albo wyciągniemy Cię siłą jeśli będzie trzeba!-Ponownie uderzyli w drzwi czymś ciężkim.Mam Deja vu .Pamiętacie kiedy chłopaki chcieli wyciągnąć mnie z pokoju ,a ja dostałem kijem w głowę?Ja niestety pamiętam.
Na szczęście po paru minutach pojawił się mój zbawiciel Umino-sensei.Wyprosił w miarę grzecznie wszystkich z pokoju ,a ja mogłem spokojnie wyjść z łazienki.Podziękowałem mu grzecznie jak na wchowanego młodzieńca przystało.I razem z nim ruszyłem na piętro.Tam czekali już wszyscy wicieczkowicze.Rozmawiali ze sobą tak zacięcie ,że nawet nie zauważyli ,że przyszedłem.I dobrze.
-Ty jesteś Naruto Uzumaki?-Ktoś dźgną mnie w ramię.Spojrzałem się za siebie i ujarzałem chłopaka tego samego wzrostu co ja.Miał intensywne piwe oczy i złote włosy.Ubrany był w czarne spodnie i niebieską bluzę.Uśmiechną się wrednie i zaciągną mnie na sam koniec tego zgormadzenia.
-Wiesz kim ja jestem ,ale ja Ciebie nie znam.Chodzimy razem do klasy?-Zapytałem prześwietlając go wzrokiem.<Bez skojarzeń pliss!Wiecie ,że tego nie lubię =.=>
-Nazywam się Takino Murata.Ale wszyscy mówią mi Taki.Jestem z samorządu uczniowskiego.-Podł mi dłoń.Wydawał się nie szkodliwy więc co mi szkodzi?Odwzajemniłem gest.
-A więc jesteś z miasta?-Zapytał w jednej czwartej drogi do Kimon-Center cokolwiek to jest.
-Tak.Z Tokio.-
-Też kiedyś tam mieszkałem.-Uśmiechną się patrząc w niebo.Wyglądał na wielkiego fana anime.Zachowywał się zupełnie jak jedna z postaci jakiegoś romansu.-Jako dzieciak.Ale mam słabe zdrowie i przeniosłem się tutaj z moimi rodzicami.Nie jest tu tak źle jak się wydaje.Gdy pierwszy raz tu przyjechałem nie byłem zachwycony ,ale teraz nie wymieniłbym tego na nic innego.Tokio czy nawet Europa ,albo Ameryka nie jest tego warta.-
-Nie mam nic do tego miejsca.Konoha jest spokojna i taka jakby to ując..rodzinna.Ale jadnak czuję ,że tutaj nie pasuję.To chyba nie moja bajka.-Odpowiedziałem zgodnie z prawdą.
-Hym...może to się zmieni może nie.Pożyjemy zobaczymy ,co nie?-Uśmiechną się miło by po chwili wrócić do oglądania chmur.On na prawdę był jak z anime!Nawet uśmiechał się z zamkniętymi oczami!
czwartek, 17 maja 2012
11:::Olej Roślinny:::
Dobra postanowiłam nie być wredna i poświęciłam tylko troszkę więcej uwagi Larze naszej kochanej :D Cieszcie się człowieki! Aha...na początek bardzo BARDZO przepraszam że nie komentowałam waszych notek.Naprawdę nie miałam głowy do czytania czegokolwiek.Obiecuję ,że się poprawie.
"Świat gorzki nie słodki"-oczywiście ja wolałbym mieć ta słodką wersje ,lecz jednak jak na złość moje pesymistycznie spojrzenie na świat nie chce odwieść mnie od przygnębiających czarno-białych kolorów.
Zimne światło żarówki raziło mnie w oczy ,a stary kurz dostawał się do płuc.Sypialnia którą dzieliłem razem z Shino nie lśniła czystością czy luksusem.Była zwyczajna ,jak wszystko inne.Dwa łózka ,a pomiędzy nimi mała szafka.Z drugiej strony stała wielka szafa i stary telewizor.Na oliwkowych ścianach zawieszonych było parę drobnych obrazków ,a okno zostało zasłonięte ciemno-zieloną zasłoną w niebieskie grochy.
Okularnik był akurat teraz w pokoju Chouji'ego i Rocka. Chłopaki pokłócili się o konie.Owszem konie. Szczegółów nie znam ,ale kurde...jak można kłócić się o takie coś?
Nagle do pokoju wbiegła przewodnicząca. Uśmiechnęła sie miło po czym zaczęła przeszukiwać rzeczy moje i Shino. Wpatrywałem sie w nią jak w idiotkę.Raczej nie jest normalnym wpadać do czyjejś sypialni i grzebać w bagażach.
-Em...Hej.-Zacząłem nieśmiało wstając z łózka.Blondynka podniosła wzrok i uśmiechnęła się miło-ponownie.-Co tutaj robisz?-Yamanaka nie odpowiedziała.Co oczywiście zbiło mnie lekko z tropu ponieważ jak wiadomo życie bez jej gadania nie ma sensu.Zapanowała cisza.Wpatrywałem się w nią próbując coś z niej odczytać ,ale na moje nieszczęście nie wychodziło mi to za dobrze.Ino była skomplikowana.Kompletnie nie potrafiłem jej zrozumieć ,co chyba było dla niej dobre.W każdym razie jestem pewnie ,ze wie o czym teraz myślę!
-Powiedz coś ,błagam.-Rzuciłem.Ta cisza była okropna.
Ino tylko pokiwała przecząco głową po czym wybiegła z pokoju z jakimś papierkiem w reku.Chcąc nie chcąc podążyłem za nią.Po chwili zniknęła za drzwiami z numerem 87.Stanąłem przed nimi.*Zapukać czy nie pukać?Oto jest pytanie!*Rozmyślałem.Jednakże moja chora ciekawość.Zwyciężyła.Lekko uderzyłem parę razy w drzwi.Nikt jednak mi nie odpowiedział.Potworzyłem czynność ,ale tym razem drzwi same się otworzyły.
No dobra.Trochę się odsunęły ,ale co?Spojrzałem tak czy owak.To był impuls!
Na szczęście-chyba nic się nie działo.Sakura ,Hinata ,Ino ,Shino ,Chouji i Rock siedzieli na podłodze i widać grali w jakąś grę.Przyglądałem się temu chwilę ,ale nic specjalnego się nie działo.
Zaraz później wszyscy zaczęli się podnosić.Po krótkiej naradzie zaczęli kierować się w moją stronę.
Najszybciej jak mogłem pobiegłem w stronę mojego pokoju.Prędko rzuciłem się na łóżko i zabrałem z półki pierwszą lepszą książkę.Yyyy...co to jest do cholery!?Rozmnażanie dżdżownic.
-Naru?Co ty czytasz?-Zapytał Kankuro wpatrując we mnie swe wielkie ślepia.
-To chyba moja książka ,co nie?-Dołączył się Shino z TYM swoim wyrazem twarzy.Coś ala "pierwszy chłopięcy orgazm".
Kiwnąłem lekko głową chowając całą twarz w książce.Nie chcieliście by mnie teraz oglądać.
- No dobra nie ważne.Idziesz z nami na basen?Cała reszta idzie.-Basen?Woda?Dużo ludu?Niet.Po za tym nie mogę pokazać się bez koszulki.Mam na brzuchu tatuaż który za wszelką cenę powinien być niewidoczny.
-Nie dzięki.Posiedzę sobie tutaj.-Poklepałem łóżko leniwie odkładając książkę.Chyba dałem jasno do zrozumienia ,że chcę spać!Chłopaki tylko kiwnęli głową i wybiegli z pokoju coś tam śpiewając.Hym...znam to z skądś.-Myśląc tak udałem się w krainę snu ,że tak powiem.Zaraz!Teraz powinienem spać zgodnie z zasadami autorki tego bloga.Ale w końcu zasady są po to żeby je łamać.Jestem pewny ,że wymyślił to jakiś masochista.Nikt inny.Na pewno lubił mieć miażdżone palce.
Z mojego ukochanego letargu ,który był chyba ostatnio jedną z najbardziej przyjemnych rzeczy wyrwało mnie chrapanie.Okropnie straszne.Zauważyliście ,że te "okropnie strasznie" ma tyle samo liter?Się słówka dobrały.Czyż to nie słodkie?
-Boże co za człowiek.-Mruknąłem pod nosem spoglądając spod zaspanych oczu na okularnika.A propos.Nawet nie zdążył ściągnąć tych swoich gogli.
Powoli wstałem z łóżka.Wiedziałem ,że nie zasnę w tym hałasie.Kto jak kto ,ale jest zasada.MA BYĆ CISZA!
Po szybkim prysznicu ubrałem czarne spodnie i niebieską koszulę.Na to jeszcze tylko biała bluza w brązowe pasy którą dostałem od Sasuke na urodziny.Adidasy i w drogę!
Zamknąłem za sobą drzwi.Niby była już cisza nocna ,ale kogo to obchodzi?Na recepcji nadal grała muzyka wydobywająca się z taniego radia ,które jakimś cudem jeszcze trzymało się w całości.Nasz kawałek.-Nemuru.Aż ma człowiek ochotę zagrać na czymkolwiek.Choćby trawie.Jednak tak daleko jeszcze się nie zniżyłem i nie zamierzam.Bez dalszych ceregieli otworzyłem drzwi prowadzące na dwór.Od razu moją uwagę przykuł wielki okrągły księżyc rażący w oczy niczym stara latarnia.
Ubrałem kaptur mojej bluzy i usiadłem na ławce obok podświetlanego basenu.O dziwo wcale nie chciało mi się spać.Górskie powietrze może i zatyka uszy na początku ,ale jest też bardzo orzeźwiające jeśli mogę to tak nazwać.
Pierwszy raz od dłuższego czasu panowała taka cisza.Słychać było tylko wiatr i delikatny szum wody.Może i było ciemno i zimno ,ale noc była piękna i musiałem to przyznać.
Ta błoga atmosfera została przerwana przez skrzypot ptasich skrzydeł.Jak oszalały podniosłem się do pionu wpatrując się w leśną przestrzeń.*To był tylko ptak*Pomyślałem siadając z powrotem na ławce.Jednak nie mogłem spuścić wzroku z ciemnej przestrzeni pomiędzy drzewami.Czułem się jakby mnie wzywała.Wstałem obojętnie i ostrożnym krokiem podszedłem w tę stronę.Nagle coś złapało mnie mocno za nadgarstek.Szybko spojrzałem za siebie i ujrzałem górę rudych włosów.I oczy.Szare jak ponure niebo zimną.Nie lubiłem zimy.Ogólnie nie przepadałem za zimnem.
-Cześć Lara.-Przywitałem się przyzwoicie.Dziewczyna puściła moją rękę ,a ja schowałem ją do kieszeni.Rudo-włosa nie odpowiedziała.Odwróciła się plecami i usiadła na tej samej ławce co ja wcześniej.Nie wiedziałem o co chodzi ,ale poszedłem w jej ślady.
Cisza ciągła się w nieskończoność.Miałem wrażenie ,że wcale jej to nie przeszkadza.Za to mi bardzo.Cisza ciszą ,ale bez przesady.Co za dużo to nie zdrowo jak ktoś tam mówił!
-Nie śpisz?-Zapytałem nie odwracając się.Za bardzo interesowała mnie ta wielka kula na niebie.
-Nie mogę.Mam koszmary.-
-W nowym miejscu?Nie dobrze.-Zaśmiałem się cicho chuchając sobie na ręce.Dopiero teraz odwróciłem się w jej stronę.Boże!Czy ona rzeczywiście jest robotem!?Ja tu marznę ,a mam na sobie co najmniej dwie warstwy ubrań ,a ona ma tylko cienki szary sweterek!
-Yyy...nie jest Ci zimno?-Zapytałem wytrzeszczając oczy do granic możliwości.Lara tylko spojrzała na mnie przenikliwie i zaśmiała się cicho.
-Nie wiem dlaczego ,ale po prostu nigdy nie jest mi zimno.Mój tata mówi ,że mam to po mamie.-
-Musi być fajnie nie marznąć.Mi jest w sumie zawsze zimno.-
-No to się dobraliśmy.Ale rzeczywiście jest chłodno.Może wejdziemy do środka.Zrobię herbaty.Chyba ,że wolisz kakao.-Wstała otrzepując swoje jeansy.Uśmiechnąłem się lekko po czym oboje ruszyliśmy w stronę jadalni.W której jak wiecie jeszcze nie byłem.
Nic specjalnego.Kremowe ściany ,stoły z czterema krzesłami i zielone zasłony.Na końcu pokoju stało jeszcze stare pianino ,kominek i parę innych drobnych instrumentów.Usiedliśmy z samego boku.
-To jak?Czego pan sobie życzy?-Zapytała pozując ala "kamerdyner z strasznego domu".Wiecie.Drobny złowieszczy uśmiech ,wytrzeszczone oczy i dłonie za plecami.Brakowało jej jeszcze garnituru i francuskiego akcentu.
-Zaskocz mnie.-
-Przyjąłem.-Odparła bez wyrazu po czym udała się do kuchni.
*Kurde co ona tam robi?*-Zapytałem sam siebie wstając z krzesła.Minęło zaledwie pięć minut ,a ona pewnie zdążyła już rozwalić całą kuchnie.Szybko ruszyłem w jej stronę.Otworzyłem białe drzwi i przeżyłem prawdziwy szok.Na podłodze walało się dosłownie wszystko ,a sama Lara upaprana była w mące.Stała na krześle które ostatkami sił trzymało równowagę.
-Zaraz spadniesz.-Rzuciłem omijając kolejną z kolei patelnię.Dziewczyna tylko skrzywiła się mocno ,wyprostowała się i stanęła na palcach.Koniuszkiem palca złapała za małą buteleczkę oleju.W jeden chwili krzesło zaczęło mocno się kręcić.Rudo-włosa straciła równowagę i z hukiem runęła w dół.Mój piękny refleks nie mógł do tego dopuścić.Szybko podbiegłem ,ale niestety nie zdążyłem wyciągnąć rąk.Lara upadła na mnie.A konkretnie usiadła na moich ->teraz<- obolałych plecach.
Jęknąłem cicho by po chwili poczuć na głowie coś mokrego.Złapałem się za włosy.*Nie tylko nie to!*Krzyknąłem do siebie w myślach.Oleju roślinnego jeszcze nie miałem we włosach.
-Naruto!Przepraszam!Zaraz przyniosę ci ręcznik!Zaczekaj!-Krzyknęła Lara i po chwili znikła z kuchni.Obolały ja podniósł się z podłogi ,a olej dostał się pod koszulkę.Cóż...czeka mnie następny prysznic.
"Świat gorzki nie słodki"-oczywiście ja wolałbym mieć ta słodką wersje ,lecz jednak jak na złość moje pesymistycznie spojrzenie na świat nie chce odwieść mnie od przygnębiających czarno-białych kolorów.
Zimne światło żarówki raziło mnie w oczy ,a stary kurz dostawał się do płuc.Sypialnia którą dzieliłem razem z Shino nie lśniła czystością czy luksusem.Była zwyczajna ,jak wszystko inne.Dwa łózka ,a pomiędzy nimi mała szafka.Z drugiej strony stała wielka szafa i stary telewizor.Na oliwkowych ścianach zawieszonych było parę drobnych obrazków ,a okno zostało zasłonięte ciemno-zieloną zasłoną w niebieskie grochy.
Okularnik był akurat teraz w pokoju Chouji'ego i Rocka. Chłopaki pokłócili się o konie.Owszem konie. Szczegółów nie znam ,ale kurde...jak można kłócić się o takie coś?
Nagle do pokoju wbiegła przewodnicząca. Uśmiechnęła sie miło po czym zaczęła przeszukiwać rzeczy moje i Shino. Wpatrywałem sie w nią jak w idiotkę.Raczej nie jest normalnym wpadać do czyjejś sypialni i grzebać w bagażach.
-Em...Hej.-Zacząłem nieśmiało wstając z łózka.Blondynka podniosła wzrok i uśmiechnęła się miło-ponownie.-Co tutaj robisz?-Yamanaka nie odpowiedziała.Co oczywiście zbiło mnie lekko z tropu ponieważ jak wiadomo życie bez jej gadania nie ma sensu.Zapanowała cisza.Wpatrywałem się w nią próbując coś z niej odczytać ,ale na moje nieszczęście nie wychodziło mi to za dobrze.Ino była skomplikowana.Kompletnie nie potrafiłem jej zrozumieć ,co chyba było dla niej dobre.W każdym razie jestem pewnie ,ze wie o czym teraz myślę!
-Powiedz coś ,błagam.-Rzuciłem.Ta cisza była okropna.
Ino tylko pokiwała przecząco głową po czym wybiegła z pokoju z jakimś papierkiem w reku.Chcąc nie chcąc podążyłem za nią.Po chwili zniknęła za drzwiami z numerem 87.Stanąłem przed nimi.*Zapukać czy nie pukać?Oto jest pytanie!*Rozmyślałem.Jednakże moja chora ciekawość.Zwyciężyła.Lekko uderzyłem parę razy w drzwi.Nikt jednak mi nie odpowiedział.Potworzyłem czynność ,ale tym razem drzwi same się otworzyły.
No dobra.Trochę się odsunęły ,ale co?Spojrzałem tak czy owak.To był impuls!
Na szczęście-chyba nic się nie działo.Sakura ,Hinata ,Ino ,Shino ,Chouji i Rock siedzieli na podłodze i widać grali w jakąś grę.Przyglądałem się temu chwilę ,ale nic specjalnego się nie działo.
Zaraz później wszyscy zaczęli się podnosić.Po krótkiej naradzie zaczęli kierować się w moją stronę.
Najszybciej jak mogłem pobiegłem w stronę mojego pokoju.Prędko rzuciłem się na łóżko i zabrałem z półki pierwszą lepszą książkę.Yyyy...co to jest do cholery!?Rozmnażanie dżdżownic.
-Naru?Co ty czytasz?-Zapytał Kankuro wpatrując we mnie swe wielkie ślepia.
-To chyba moja książka ,co nie?-Dołączył się Shino z TYM swoim wyrazem twarzy.Coś ala "pierwszy chłopięcy orgazm".
Kiwnąłem lekko głową chowając całą twarz w książce.Nie chcieliście by mnie teraz oglądać.
- No dobra nie ważne.Idziesz z nami na basen?Cała reszta idzie.-Basen?Woda?Dużo ludu?Niet.Po za tym nie mogę pokazać się bez koszulki.Mam na brzuchu tatuaż który za wszelką cenę powinien być niewidoczny.
-Nie dzięki.Posiedzę sobie tutaj.-Poklepałem łóżko leniwie odkładając książkę.Chyba dałem jasno do zrozumienia ,że chcę spać!Chłopaki tylko kiwnęli głową i wybiegli z pokoju coś tam śpiewając.Hym...znam to z skądś.-Myśląc tak udałem się w krainę snu ,że tak powiem.Zaraz!Teraz powinienem spać zgodnie z zasadami autorki tego bloga.Ale w końcu zasady są po to żeby je łamać.Jestem pewny ,że wymyślił to jakiś masochista.Nikt inny.Na pewno lubił mieć miażdżone palce.
Z mojego ukochanego letargu ,który był chyba ostatnio jedną z najbardziej przyjemnych rzeczy wyrwało mnie chrapanie.Okropnie straszne.Zauważyliście ,że te "okropnie strasznie" ma tyle samo liter?Się słówka dobrały.Czyż to nie słodkie?
-Boże co za człowiek.-Mruknąłem pod nosem spoglądając spod zaspanych oczu na okularnika.A propos.Nawet nie zdążył ściągnąć tych swoich gogli.
Powoli wstałem z łóżka.Wiedziałem ,że nie zasnę w tym hałasie.Kto jak kto ,ale jest zasada.MA BYĆ CISZA!
Po szybkim prysznicu ubrałem czarne spodnie i niebieską koszulę.Na to jeszcze tylko biała bluza w brązowe pasy którą dostałem od Sasuke na urodziny.Adidasy i w drogę!
Zamknąłem za sobą drzwi.Niby była już cisza nocna ,ale kogo to obchodzi?Na recepcji nadal grała muzyka wydobywająca się z taniego radia ,które jakimś cudem jeszcze trzymało się w całości.Nasz kawałek.-Nemuru.Aż ma człowiek ochotę zagrać na czymkolwiek.Choćby trawie.Jednak tak daleko jeszcze się nie zniżyłem i nie zamierzam.Bez dalszych ceregieli otworzyłem drzwi prowadzące na dwór.Od razu moją uwagę przykuł wielki okrągły księżyc rażący w oczy niczym stara latarnia.
Ubrałem kaptur mojej bluzy i usiadłem na ławce obok podświetlanego basenu.O dziwo wcale nie chciało mi się spać.Górskie powietrze może i zatyka uszy na początku ,ale jest też bardzo orzeźwiające jeśli mogę to tak nazwać.
Pierwszy raz od dłuższego czasu panowała taka cisza.Słychać było tylko wiatr i delikatny szum wody.Może i było ciemno i zimno ,ale noc była piękna i musiałem to przyznać.
Ta błoga atmosfera została przerwana przez skrzypot ptasich skrzydeł.Jak oszalały podniosłem się do pionu wpatrując się w leśną przestrzeń.*To był tylko ptak*Pomyślałem siadając z powrotem na ławce.Jednak nie mogłem spuścić wzroku z ciemnej przestrzeni pomiędzy drzewami.Czułem się jakby mnie wzywała.Wstałem obojętnie i ostrożnym krokiem podszedłem w tę stronę.Nagle coś złapało mnie mocno za nadgarstek.Szybko spojrzałem za siebie i ujrzałem górę rudych włosów.I oczy.Szare jak ponure niebo zimną.Nie lubiłem zimy.Ogólnie nie przepadałem za zimnem.
-Cześć Lara.-Przywitałem się przyzwoicie.Dziewczyna puściła moją rękę ,a ja schowałem ją do kieszeni.Rudo-włosa nie odpowiedziała.Odwróciła się plecami i usiadła na tej samej ławce co ja wcześniej.Nie wiedziałem o co chodzi ,ale poszedłem w jej ślady.
Cisza ciągła się w nieskończoność.Miałem wrażenie ,że wcale jej to nie przeszkadza.Za to mi bardzo.Cisza ciszą ,ale bez przesady.Co za dużo to nie zdrowo jak ktoś tam mówił!
-Nie śpisz?-Zapytałem nie odwracając się.Za bardzo interesowała mnie ta wielka kula na niebie.
-Nie mogę.Mam koszmary.-
-W nowym miejscu?Nie dobrze.-Zaśmiałem się cicho chuchając sobie na ręce.Dopiero teraz odwróciłem się w jej stronę.Boże!Czy ona rzeczywiście jest robotem!?Ja tu marznę ,a mam na sobie co najmniej dwie warstwy ubrań ,a ona ma tylko cienki szary sweterek!
-Yyy...nie jest Ci zimno?-Zapytałem wytrzeszczając oczy do granic możliwości.Lara tylko spojrzała na mnie przenikliwie i zaśmiała się cicho.
-Nie wiem dlaczego ,ale po prostu nigdy nie jest mi zimno.Mój tata mówi ,że mam to po mamie.-
-Musi być fajnie nie marznąć.Mi jest w sumie zawsze zimno.-
-No to się dobraliśmy.Ale rzeczywiście jest chłodno.Może wejdziemy do środka.Zrobię herbaty.Chyba ,że wolisz kakao.-Wstała otrzepując swoje jeansy.Uśmiechnąłem się lekko po czym oboje ruszyliśmy w stronę jadalni.W której jak wiecie jeszcze nie byłem.
Nic specjalnego.Kremowe ściany ,stoły z czterema krzesłami i zielone zasłony.Na końcu pokoju stało jeszcze stare pianino ,kominek i parę innych drobnych instrumentów.Usiedliśmy z samego boku.
-To jak?Czego pan sobie życzy?-Zapytała pozując ala "kamerdyner z strasznego domu".Wiecie.Drobny złowieszczy uśmiech ,wytrzeszczone oczy i dłonie za plecami.Brakowało jej jeszcze garnituru i francuskiego akcentu.
-Zaskocz mnie.-
-Przyjąłem.-Odparła bez wyrazu po czym udała się do kuchni.
*Kurde co ona tam robi?*-Zapytałem sam siebie wstając z krzesła.Minęło zaledwie pięć minut ,a ona pewnie zdążyła już rozwalić całą kuchnie.Szybko ruszyłem w jej stronę.Otworzyłem białe drzwi i przeżyłem prawdziwy szok.Na podłodze walało się dosłownie wszystko ,a sama Lara upaprana była w mące.Stała na krześle które ostatkami sił trzymało równowagę.
-Zaraz spadniesz.-Rzuciłem omijając kolejną z kolei patelnię.Dziewczyna tylko skrzywiła się mocno ,wyprostowała się i stanęła na palcach.Koniuszkiem palca złapała za małą buteleczkę oleju.W jeden chwili krzesło zaczęło mocno się kręcić.Rudo-włosa straciła równowagę i z hukiem runęła w dół.Mój piękny refleks nie mógł do tego dopuścić.Szybko podbiegłem ,ale niestety nie zdążyłem wyciągnąć rąk.Lara upadła na mnie.A konkretnie usiadła na moich ->teraz<- obolałych plecach.
Jęknąłem cicho by po chwili poczuć na głowie coś mokrego.Złapałem się za włosy.*Nie tylko nie to!*Krzyknąłem do siebie w myślach.Oleju roślinnego jeszcze nie miałem we włosach.
-Naruto!Przepraszam!Zaraz przyniosę ci ręcznik!Zaczekaj!-Krzyknęła Lara i po chwili znikła z kuchni.Obolały ja podniósł się z podłogi ,a olej dostał się pod koszulkę.Cóż...czeka mnie następny prysznic.
niedziela, 6 maja 2012
10:::Choroba lokomycjna:::
Pamiętam gdy babcia Tsunade zawsze mówiła ,że każde stworzenie na
ziemi jest kłamcą.Że każdy na ziemi kłamie.Że tak już jest zbudowany
nasz świat.Więc dlaczego zawsze wszyscy mówią .że kłamstwo jest
złe?Przecież prawda może uczynić ,więcej złego.Czyż nie lepiej w takim razie żyć w kłamstwie?Zostać oszustem ,który wie jak należycie postąpić czy może prawdo mówcą ,którego wszyscy nienawidzą?Jestem
pewien ,że większość z was wybrała by pierwszą opcję.Ja teraz stoję na krawędzi prawdy i fałszu.Chce zostać kłamcą!Nie chce mówić prawdy!A oni nie mogą jej poznać.
Prawda ma dwie strony.Uszczęśliwia odbiorcę ,lecz smuci nadawcę.Jeżeli zasmuci odbiorcę ,także zasmuci nadawcę.A jeśli uszczęśliwi obydwu pojawi się kłamstwo ,które zniszczy całe to szczęście.Za to kłamstwo
ukryje niepotrzebną prawdę przed odbiorcą i odda spokój nadawcy.Wiadomo ,że zawsze prawda wyjdzie na jaw.W końcu lepiej później niż wcale.
-...kucharzem?-Zakończył swą wypowiedz ,a mnie dosłownie wbiło w krzesło.Miałem ochotę zwymiotować i schować się pod ziemię.Kręciło mi się w głowie przez tego idiotę.
-Halo?Naru?Jesteś tam?-Zaczął machać dłonią przed moją twarzą.Tak jakby nie widział koloru mojej skury.-Mejdej ,mejdej!-
-Ej ty Houston chyba masz problem.-Zażartował Kankuro ,a mi dzisiejsze śniadanie ,aż pod gardło podleciało.Nigdy nie miałem objawów choroby lokomocyjnej.Czyżby to ze stresu?Pewnie tak.Nagle całym
autobusem wstrząsy potężne turbulencję.Wszyscy w środku przesuwali się po siedzeniach od czasu do czasu pojedynczo z nich spadając.Kręcili się ,byli tu ,a sekundę później tam!Nie mogłem tego znieść.
Już z trudem zatykałem usta dłonią ,co zauważyli chłopacy.Automatycznie cofnęli się ode mnie na odległość jakiś dwóch metrów.Kierowca krzyczał coś do opiekunów ,a oni próbowali uspokoić rozszalałych uczniów.
Złapałem się za brzuch wlepiając wzrok w podłogę.Chciałem aby to w końcu się skończyło.Mogłem zostać w domu.
Nagle uderzył we mnie Chouji.Rozumiecie mnie!?Chouji spadł na mnie!On!Na pewno!Zaraz zwymiotuje!RATUNKU!!!
Nienawidzę tego.Nienawidzę wycieczek.Nienawidzę autobusów!Kurde...nienawidzę nienawidzić wszystkiego!
Stałem teraz jak ostatni kołek z dala od wszystkich ludzi.Nie podobała mi się akcja czyszczenia podjazdu.Mają szczęście ,że ten gruby idiota jest cały.Mógłby być teraz w moim śniadaniu gdyby nie szybka reakcja Shino.Z resztą jego 'ohydne odgłosy' (wymiotowania) słychać z głębi lasu.Tak!Nie mylicie się.Złapaliśmy gumę i utknęliśmy jakieś trzydzieści dziewięć kilometrów od hotelu w którym mieliśmy się zatrzymać.
-Co ty tutaj robisz?-Odruchowo odwróciłem się do dziewczyny.Za mną nie stał nikt inny niż czerwono-włosa piękność ,Lara (mówię to z sarkazmem).W tej dziewczynie nie było krzty uczuć.Mówiła jak nakręcana laleczka ,która ma parę kwestii wyrytych na pamięć.
-Nie widać?Stoję ,a niby co miałbym robić?-Odpowiedziałem na jej pytanie równie pazernie co ona.Bez uczuć i emocji.Nawet robot Wall-e miał więcej uczuć niż ona.W sumie to ta kupa metalu miała całkiem dobrze rozwinięte uczucia.
Wracając do rzeczywistości.Od dnia spotkania nie zamieniliśmy ze sobą ,ani słowa.Mam z nią historię ,matematykę ,plastykę ,muzykę i japoński ,więc wiem ,że to zwykła kujonica od siedmiu boleści.Raz pytałem o nią chłopaków ,ale wybuchli śmiechem.Uznali ,że "Lara?Ta Lara?Stary nie masz szans!Ona jest eksperymentem USA".Poza tym dowiedziałem się jeszcze ,że kocha biologię.Między innymi: miłośniczka żab z rozwiniętym IQ bez poczucia humoru.
Ta cisza stanowczo za długo trwała.Odwróciłem się szybko ,ale kurde zniknęła!Przeszukałem wzrokiem wszystkie najbliższe zakamarki ,ale po niej ani śladu.Chyba nie była na tyle głupia ,aby oddalać się ,aż tak daleko?-Zapytałem sam siebie spoglądając kątem oka na autobus.Po paru sekundach rozmyślania przekląłem coś pod nosem po czym ruszyłem w głąb lasu.-W końcu sama się nie znajdzie.
Cholera gdzie ona jest!?-Pytałem sam siebie od jakiś piętnastu minutach wędrówki w tę i z powrotem.Wydawało mi się ,że cały czas chodzę w kółko!-Czy te drzewa muszą być takie same!?
Zielono ,zielono ,zielono!O nie!Zielono!-Można by zwariować.Zwierzęta chyba rzeczywiście widzą czarno biało.
Nie żebym miał coś do natury.Po prostu byłem i tak już nieźle wkurzony.Nie czułem się świetnie ,a w moim bucie coś się ruszało.-Zatrzymałem się na chwilę.Oparłem ramieniem o drzewo i ściąłem lewego buta.Potrzepałem nim chwilę ,ale na szczęście nic z niego nie wypadło prócz paru małych kamyczków.-Może to moja wyobraźnia? Pomyślałem wzdychając ciężko.
-Nie powinieneś zapuszczać się tak głęboko.-Ponownie ujrzałem przed sobą tą postać.Oniemiałem z wrażenia!Lara wyglądała pięknie!Światło padało na jej smukłą sylwetkę odzianą w szare spodnie i jasno różowy sweter.Rude włosy połyskiwały łagodnie ,a szare oczy wydawały się turkusowe w tym świetle.Teraz była inna.Taka znajoma.Bliska.Kurde!O czym ty myślisz Naruto!?
-A...!-Wydusiłem na jednym tchu.Po chwili miałem ochotę jednak przyłożyć sobie w łeb co rudowłosa musiała zauważyć bo wybuchła śmiechem.
-Ładnie wyglądasz gdy się śmiejesz.-Pomyślałem.Nie!Ja to powiedziałem!
-Co?-
-A nie nic.Nie ważne z resztą!-Zaśmiałem się głupkowato przez co miałem jeszcze większą ochotę sobie wpieprzyć.
-.A więc co tutaj robisz?Taka gwiazdka jak ty nie powinna zapuszczać się w takie podejrzane miejsca nieprawdaż?-Posłała mi najwredniejsze spojrzenie jakie kiedykolwiek widziałem.Nie chciałem jednak pokazywać jej swoich słabości.Na pewnie nie jej!-Lara powolnym krokiem zbliżała się coraz bardziej do mnie.Z czego ja z kolei odsuwałem się jeszcze dalej.W końcu za mną nie było już gdzie uciekać.Drogę zatamowało mi drzewo.
-O czym ty mówisz?-Zapytałem coraz bardziej niespokojny.Stała jakieś pół metra przede mną.Czyżby powtórka z dzisiejszego dnia?
-Dobrze ,wiesz o czym ,Naruto Namikaze.-Uśmiechnęła się szaleńczo ,a ja zostałem w szoku.Widać czekała ,aż się otrząsnę.Nie chciała mi dać spokoju.Akurat teraz kiedy najbardziej go potrzebowałem.
Wszystkie myśli przechodziły przez moją głowę niczym prąd w kablu.Chciałem zniknąć.Pozbyć się sam siebie.A ona cały czas stała.Czekała ,aż zacznę ją błagać?A może chce pieniędzy?Sławy?Ale po prostu pragnie mnie upokorzyć?-Aghh!Za dużo przeżyć jak na jeden dzień!
-Już się uspokoiłeś?-Zapytała cicho.Dziwa jest.Wcale się nie śmiała.-Dobrze.Jak już wiesz odkryłam kim jesteś.Dziwię się ,że ta banda idiotów jeszcze się nie spostrzegła.-Westchnęła chowając dłonie do kieszeni.-Wracając do tematu.Nikomu nie powiem kim jesteś bo widzę ,że zależy ci na dyskrecji ,jednak chcę coś w zamian.-
-Czego?Pieniędzy ,sławy?-Dopytywałem się pewnie.W duchu jednak drżałem.O N A J E S T S T R A S Z N A !
-Pogięło Cię?Jakbym chciała to już dawno bym to miała.Chcę ,żebyś...-Zaczerwieniła się znacznie.Może nie była tyle co straszna ,ale na pewno dziwaczna.-Poszedł ze mną na bal !-
złe?Przecież prawda może uczynić ,więcej złego.Czyż nie lepiej w takim razie żyć w kłamstwie?Zostać oszustem ,który wie jak należycie postąpić czy może prawdo mówcą ,którego wszyscy nienawidzą?Jestem
pewien ,że większość z was wybrała by pierwszą opcję.Ja teraz stoję na krawędzi prawdy i fałszu.Chce zostać kłamcą!Nie chce mówić prawdy!A oni nie mogą jej poznać.
Prawda ma dwie strony.Uszczęśliwia odbiorcę ,lecz smuci nadawcę.Jeżeli zasmuci odbiorcę ,także zasmuci nadawcę.A jeśli uszczęśliwi obydwu pojawi się kłamstwo ,które zniszczy całe to szczęście.Za to kłamstwo
ukryje niepotrzebną prawdę przed odbiorcą i odda spokój nadawcy.Wiadomo ,że zawsze prawda wyjdzie na jaw.W końcu lepiej później niż wcale.
-...kucharzem?-Zakończył swą wypowiedz ,a mnie dosłownie wbiło w krzesło.Miałem ochotę zwymiotować i schować się pod ziemię.Kręciło mi się w głowie przez tego idiotę.
-Halo?Naru?Jesteś tam?-Zaczął machać dłonią przed moją twarzą.Tak jakby nie widział koloru mojej skury.-Mejdej ,mejdej!-
-Ej ty Houston chyba masz problem.-Zażartował Kankuro ,a mi dzisiejsze śniadanie ,aż pod gardło podleciało.Nigdy nie miałem objawów choroby lokomocyjnej.Czyżby to ze stresu?Pewnie tak.Nagle całym
autobusem wstrząsy potężne turbulencję.Wszyscy w środku przesuwali się po siedzeniach od czasu do czasu pojedynczo z nich spadając.Kręcili się ,byli tu ,a sekundę później tam!Nie mogłem tego znieść.
Już z trudem zatykałem usta dłonią ,co zauważyli chłopacy.Automatycznie cofnęli się ode mnie na odległość jakiś dwóch metrów.Kierowca krzyczał coś do opiekunów ,a oni próbowali uspokoić rozszalałych uczniów.
Złapałem się za brzuch wlepiając wzrok w podłogę.Chciałem aby to w końcu się skończyło.Mogłem zostać w domu.
Nagle uderzył we mnie Chouji.Rozumiecie mnie!?Chouji spadł na mnie!On!Na pewno!Zaraz zwymiotuje!RATUNKU!!!
Nienawidzę tego.Nienawidzę wycieczek.Nienawidzę autobusów!Kurde...nienawidzę nienawidzić wszystkiego!
Stałem teraz jak ostatni kołek z dala od wszystkich ludzi.Nie podobała mi się akcja czyszczenia podjazdu.Mają szczęście ,że ten gruby idiota jest cały.Mógłby być teraz w moim śniadaniu gdyby nie szybka reakcja Shino.Z resztą jego 'ohydne odgłosy' (wymiotowania) słychać z głębi lasu.Tak!Nie mylicie się.Złapaliśmy gumę i utknęliśmy jakieś trzydzieści dziewięć kilometrów od hotelu w którym mieliśmy się zatrzymać.
-Co ty tutaj robisz?-Odruchowo odwróciłem się do dziewczyny.Za mną nie stał nikt inny niż czerwono-włosa piękność ,Lara (mówię to z sarkazmem).W tej dziewczynie nie było krzty uczuć.Mówiła jak nakręcana laleczka ,która ma parę kwestii wyrytych na pamięć.
-Nie widać?Stoję ,a niby co miałbym robić?-Odpowiedziałem na jej pytanie równie pazernie co ona.Bez uczuć i emocji.Nawet robot Wall-e miał więcej uczuć niż ona.W sumie to ta kupa metalu miała całkiem dobrze rozwinięte uczucia.
Wracając do rzeczywistości.Od dnia spotkania nie zamieniliśmy ze sobą ,ani słowa.Mam z nią historię ,matematykę ,plastykę ,muzykę i japoński ,więc wiem ,że to zwykła kujonica od siedmiu boleści.Raz pytałem o nią chłopaków ,ale wybuchli śmiechem.Uznali ,że "Lara?Ta Lara?Stary nie masz szans!Ona jest eksperymentem USA".Poza tym dowiedziałem się jeszcze ,że kocha biologię.Między innymi: miłośniczka żab z rozwiniętym IQ bez poczucia humoru.
Ta cisza stanowczo za długo trwała.Odwróciłem się szybko ,ale kurde zniknęła!Przeszukałem wzrokiem wszystkie najbliższe zakamarki ,ale po niej ani śladu.Chyba nie była na tyle głupia ,aby oddalać się ,aż tak daleko?-Zapytałem sam siebie spoglądając kątem oka na autobus.Po paru sekundach rozmyślania przekląłem coś pod nosem po czym ruszyłem w głąb lasu.-W końcu sama się nie znajdzie.
Cholera gdzie ona jest!?-Pytałem sam siebie od jakiś piętnastu minutach wędrówki w tę i z powrotem.Wydawało mi się ,że cały czas chodzę w kółko!-Czy te drzewa muszą być takie same!?
Zielono ,zielono ,zielono!O nie!Zielono!-Można by zwariować.Zwierzęta chyba rzeczywiście widzą czarno biało.
Nie żebym miał coś do natury.Po prostu byłem i tak już nieźle wkurzony.Nie czułem się świetnie ,a w moim bucie coś się ruszało.-Zatrzymałem się na chwilę.Oparłem ramieniem o drzewo i ściąłem lewego buta.Potrzepałem nim chwilę ,ale na szczęście nic z niego nie wypadło prócz paru małych kamyczków.-Może to moja wyobraźnia? Pomyślałem wzdychając ciężko.
-Nie powinieneś zapuszczać się tak głęboko.-Ponownie ujrzałem przed sobą tą postać.Oniemiałem z wrażenia!Lara wyglądała pięknie!Światło padało na jej smukłą sylwetkę odzianą w szare spodnie i jasno różowy sweter.Rude włosy połyskiwały łagodnie ,a szare oczy wydawały się turkusowe w tym świetle.Teraz była inna.Taka znajoma.Bliska.Kurde!O czym ty myślisz Naruto!?
-A...!-Wydusiłem na jednym tchu.Po chwili miałem ochotę jednak przyłożyć sobie w łeb co rudowłosa musiała zauważyć bo wybuchła śmiechem.
-Ładnie wyglądasz gdy się śmiejesz.-Pomyślałem.Nie!Ja to powiedziałem!
-Co?-
-A nie nic.Nie ważne z resztą!-Zaśmiałem się głupkowato przez co miałem jeszcze większą ochotę sobie wpieprzyć.
-.A więc co tutaj robisz?Taka gwiazdka jak ty nie powinna zapuszczać się w takie podejrzane miejsca nieprawdaż?-Posłała mi najwredniejsze spojrzenie jakie kiedykolwiek widziałem.Nie chciałem jednak pokazywać jej swoich słabości.Na pewnie nie jej!-Lara powolnym krokiem zbliżała się coraz bardziej do mnie.Z czego ja z kolei odsuwałem się jeszcze dalej.W końcu za mną nie było już gdzie uciekać.Drogę zatamowało mi drzewo.
-O czym ty mówisz?-Zapytałem coraz bardziej niespokojny.Stała jakieś pół metra przede mną.Czyżby powtórka z dzisiejszego dnia?
-Dobrze ,wiesz o czym ,Naruto Namikaze.-Uśmiechnęła się szaleńczo ,a ja zostałem w szoku.Widać czekała ,aż się otrząsnę.Nie chciała mi dać spokoju.Akurat teraz kiedy najbardziej go potrzebowałem.
Wszystkie myśli przechodziły przez moją głowę niczym prąd w kablu.Chciałem zniknąć.Pozbyć się sam siebie.A ona cały czas stała.Czekała ,aż zacznę ją błagać?A może chce pieniędzy?Sławy?Ale po prostu pragnie mnie upokorzyć?-Aghh!Za dużo przeżyć jak na jeden dzień!
-Już się uspokoiłeś?-Zapytała cicho.Dziwa jest.Wcale się nie śmiała.-Dobrze.Jak już wiesz odkryłam kim jesteś.Dziwię się ,że ta banda idiotów jeszcze się nie spostrzegła.-Westchnęła chowając dłonie do kieszeni.-Wracając do tematu.Nikomu nie powiem kim jesteś bo widzę ,że zależy ci na dyskrecji ,jednak chcę coś w zamian.-
-Czego?Pieniędzy ,sławy?-Dopytywałem się pewnie.W duchu jednak drżałem.O N A J E S T S T R A S Z N A !
-Pogięło Cię?Jakbym chciała to już dawno bym to miała.Chcę ,żebyś...-Zaczerwieniła się znacznie.Może nie była tyle co straszna ,ale na pewno dziwaczna.-Poszedł ze mną na bal !-
________________________
Pierwsza nota na nowym blogu :P i jak się podoba ^^?
Subskrybuj:
Posty (Atom)