Witajcie marne stworzenia boskie. Wróciłam w ch*jowym stylu. Postanowiłam coś napisać nawet nie wiem z jakiego powodu. Weny nie mam, chęci nie mam. Jak na razie nic nie mam, ale notka jest. ^^ W prawdzie okropna i przynosi mi wstyd, ale jednak jest. Nie wiem czy nie kończyć z pisaniem. Co prawda to coś co teraz napisałam kompletnie mi się nie podoba, jest przereklamowane bez wyczucia itp. Ale jest! I niech tak zostanie, amen. Więc piszcie co myślicie bo chyba rzeczywiście skończę z blogowaniem =.=
Dedykacja dla mkspoko, który jakoś zawsze zostawi coś po sobie. Tylko tak dalej :D
Pozdrawiam wszystkich i błagam...jeśli chcecie żyć to lepiej tego nie czytajcie. Tak to jest groźba!!!
ps. jeśli jednak się rozmyślę to nowa notka i tak nie pojawi się zbyt prędko. Muszę się uczyć. (-kto widział uczyć się w wakacje!?- no ja ,kurde...)
"Człowiek nie potrafi ani cierpieć, ani być długo szczęśliwym. Nie jest więc zdolny do niczego co się liczy."
-Albert Camus
Ta noc minęła dość spokojnie. Spałem jak zabity pies i nic nie było mi w stanie w tym przeszkodzić. Wiem też, że coś mi się śniło. Niestety nic nie pamiętam. Jednak z pewnością było to przyjemne. W każdym razie Shino uznał, że strasznie głośno śmieje się śpiąc. Dziwię się temu trochę bo nigdy nie miałem z tym żadnych większych problemów. Nie mówiłem, nie lunatykowałem. Mój sen był przecież święty. A dobra koniec tego tematu. Po prostu uznajmy, że uszkodziłem sobie w jakiś niewiadomy sposób mózg i wariuję.
Szybko podniosłem się z łóżka i pobiegłem do łazienki zahaczając nogą o stos brudnych ubrań Shino. Runąłem na podłogę uderzając głową o zimne kafelki w łazience. Złapałem się za czoło wiercąc się w każdą stronę i przeklinając robala za jego porządek. W tej chwili wygarnąłem mu wszystko co o nim myślę nie zważając na to, że nawet mnie nie słyszał. Byłem zbyt pochłonięty wyzywaniem go od najgorszych idiotów, aby zauważyć jego brak.
Po pozbieraniu się do jednego kawałka i wykonaniu wszystkich czynności higienicznych ubrałem się szybko w jakieś pierwsze lepsze jeansy i t-shirt po czym popędziłem na śniadanie. Z prędkością światła otworzyłem drzwi i wbiegłem na środek stołówki. Czułem jak wzrok wszystkich znajdujących się w sali ląduje na mnie, więc z opuszczoną głowę zabrałem tackę z posiłkiem i zacząłem szukać wolnego miejsca. Pierwszy stoli na jaki spojrzałem to ten gdzie siedzieli chłopaki jednak widząc ich nową zabawę (obrzucanie się owocami) wolałem nie ryzykować i usiąść gdzieś indziej. Oczywiście Pan Bóg chciał mi zrobić na złość i wszystkie inne miejsca były zajęte. Jedynie stolik Lary i Takiego był wolny. No i jeszcze ten z samego końca sali. Oh, jak ja kocham to moje szczęście...aż do bólu.
Oczywiście wybrałem samotne siedzenie z tyłu. Nie miałem ochoty ponownie dyskutować z Larą o jej problemach. A nie przepraszam! Przecież ja tylko mówiłem, a ona co drugie słowo mnie obrażała. Była jak zagadka, której wcale nie chciało się rozwiązać.
-Dobra uczniowie gdy skończycie już pochłaniać swoje śniadanko grzecznie spakujcie do plecaka papu i picu, namiocik bo dziś idziemy w góry!- Krzykną wysoki nauczyciel z wyglądu przypominającego Lee. Jakoś mnie to specjalnie nie zdziwiło. Po tych małpach mogłem się wszystkiego spodziewać. Od napadu na bank po egzorcystyczne seanse. Dzieciaki zabuczały głośno patrząc na psora jakby chciał ich zabić.
-No co wam jest! To tylko parę marnych kilometrów! No już już jeść mi te papki i szybko do pokoi przygotować się!-
Tak jak kazał nauczyciel po skończonym śniadaniu udałem się do pokoju. Oczywiście na początku jak na mnie przystało powrzeszczałem na Shino, wywaliłem go z pokoju po czym zaraz wpuściłem.
Do plecaka spakowałem wszystkie te pierdoły, które podobno były mi potrzebne do takiej wycieczki. Szczerze mówiąc to jeszcze nigdy nie byłem na takiej wyprawie, więc była to dla mnie nie lada nowość.
Ludzie stali obok pensjonatu przepychając się jeden przed drugiego. Jak zawsze moje nogi skierowały mnie na szary koniec nie chcąc pakować się komuś w paradę. Nie wiem dlaczego ,ale nigdy nie lubiłem tłoku. Przecież o wiele lepszy jest spokój. Gdzie nikt ci nie przeszkadza, nie rozkazuje czy obserwuje.
Delikatny chłodny wietrzyk ocierał się o moje plecy, a słońce wychodzące za szarych chmur oświetlało moją twarz. Czego mógłbym chcieć więcej? Chyba tylko ciszy...
-Obudź się.- Coś, a raczej ktoś szturchnął mnie w ramie odrywając mnie od mojego pięknego idealnego świata. Rozejrzałem się i spostrzegłem mojego wychowawcę pilnie wyczekującego odpowiedzi.
-Obecny.- Odpowiedziałem spuszczając wzrok.
-Nie lubię Cię.- Rzekł ten sam głos. Zgadnijcie czyi? Co za ironia...
-Ja Ciebie też.- Odpowiedziałem obracając głowę w stronę rudowłosego diabła zwanego potocznie Larą.
Dziewczyna patrzyła na mnie jakbym był nie posłusznym pieskiem. Albo dzieciakiem, który zbyt nie lubi nocnika.
-Odwal się Namika...-Nie dokończyła. Mój wspaniały wyczulony siódmy zmysł zaalarmował i szybko kazał ręce zamknąć jej buzie.
-Zamknij się.- Szepnąłem jej na ucho odsuwając się trochę od grupy. -Ała!- Wrzasnąłem zwracając na siebie uwagę wszystkich. Czym prędzej puściłem Larę łapiąc się za dłoń na, której widocznie czerwone ślady zębów i śliny. Na myśl przyszło mi tylko jedno.- Fuj!
-Boże, o co Ci chodzi?!-Krzyknąłem z wytrzeszczonymi oczami wyczekując odpowiedzi.
-O nic. Brakowało mi powietrza.-
-Więc musiałaś mnie ugryźć!?-
-Tak. Przy okazji. Ładna bransoletka.- Spojrzała na srebrny łańcuszek owinięty dwa razy moim nadgarstku. Nie było to nic specjalnego. Nawet już nie pamiętam od kogo go dostałem.
-Nie zmieniaj tematu!-
-Dobra! Przepraszam, może być!?- Warknęła obracając się plecami. Czułem...czułem jak coś we mnie eksploduje! Dziś wyjątkowo nie mogłem się z nią dogadać. W dodatku w oddali widziałem już blondaska z bananem na twarzy. Dosłownie. Komuś jak widać się nudziło i zafundował dzieciakowi sałatkę owocową.
-Co Ci się stało?- Zapytałem ignorując Larę. Złotowłosek staną przed nami po czym przybrał minę zagubionego dziecka i rzekł najsłodszym głosem jaki kiedykolwiek słyszałem:
-Banan wybuchną się mi na twarzy. Nie widać?- I tu mogłem przyznać sobie racje. To chore zoo.
Nie wiem...Nic już nie wiem. Zbyt długo myślę, aby cokolwiek wiedzieć. Zaraz zemdleje. Umrę i spuszczą mnie w sedesie tak jak złotą rybkę.
-No dobra dzieciaki! Jesteśmy na miejscu! Odpocznijcie sobie bo później urządzimy ognisko!- Krzykną Kakashi równie szybko co wszyscy padając na ławkę. Teraz był czas na lunch, jednak ja byłem zbyt zmęczony, aby cokolwiek przełknąć. Nie było mowy nawet o kiwnięciu palcem. Nie czułem własnych nóg. To było tak jakby stopa przyległa mi do buta. Z resztą nie ja jedyny miałem ten problem. Z tego co widać każdy z osobna miał ochotę zanurzyć się w wannie pełnej lodów. Pogoda jak na złość dziś nadzwyczaj dopisywała. Na szczęście dochodziła osiemnasta i robiło się chłodno. Słońce powoli zachodziło, a powietrzu unosiła się delikatna bryza jakiej nie było w stanie poczuć w mieście. Cichy szelest liści uspokajał tak samo jak ich delikatny zielony kolor.
-Padam z nóg.- Mruknęła Lara opierając się o moje plecy. Właściwie to siedzieliśmy opierając się o siebie. Nie ważne było teraz jak bardzo jest na mnie zła. Byle by mieć coś do podparcia.
-Ja tak samo...chyba zaraz umrę.- Odpowiedziałem obracając lekko głowę tak, aby rudowłosa widziała mój uśmiech.
-Jak już to ja pierwsza...- Konicki jej ust delikatnie uniosły się w górę. Musiałem przyznać, że wyglądała nawet uroczo i nie zabójczo gdy się uśmiechała. Nawet nie myślałem jak szybko uśmiech może zejść jej z ust. A wszystko za sprawą Takiego, który z jakiegoś powodu usiadł na brzuchu rudowłosej.
-Ej, idioto złaź ze mnie! Kurde połamiesz mi żebra!- Krzyknęła machając nogami i rękami w każdą możliwą stronę.
-A wtedy dzielny gentlemen z gracją pomógł niewinnej niewieście uwolnić się spod silnego wielkiego tyłka władcy Takiego! Ha-ha-ha!- Rzekł blondasek z jakby udawanym brytyjskim akcentem. Wpatrywał we mnie swoje wielkie paczadła jakby chciał mnie przebić wzrokiem, a w trakcie Lara z jakiegoś powodu robiła się fioletowa.
-Znaczy, że...eee...o mnie Ci chodzi?- Wskazałem palcem na swoją klatkę piersiową rozglądając się wokoło jak zagubiony szczeniak.
-A widzisz tu kogoś innego, chłopcze?- Zapytał uśmiechając się. W jego oczach zabłysła iskierka, a mnie przeszedł dreszcz. W środku jego o dziwo nie chciałem, aby Lara znikła z tego świata tak szybko więc siłą usunąłem tyłek Takiego z jej brzucha. Nawet nie spodziewałem się jak to żółte coś potrafi się przyczepić!
-Żyjesz!?-Zapytałem w końcu. Lara spojrzała na mnie najpierw jak by miała się rozpłakać. Jednak z sekundy na sekundę jej wzrok stawał się coraz bardziej morderczy. Blondasek stojący za mną znikną gdzieś w lesie i nim zauważyłem rudowłosa goniąc złoto-włoska darła się w niebo głosy. Coś mi się wydaje, że to nie będzie spojona noc...
Już od ponad dziesięciu minut chodziłem tu i tam nie wiedząc co ze sobą robić. Wszyscy gdzieś wybyli, a w obozie zostało zaledwie pięć osób. Nie znałem żadnej z nich i patrząc na nich wcale nie chciałem ich poznawać. Nie to żebym oceniał książki po okładce, ale ja i mój zajebisty humorzasty charakter raczej zepsuje ponurą atmosferę panującą w tej emo bądź tam gotyckiej grupie.
Chciałem być na swój sposób pomocny, więc postanowiłem rozłożyć namiot dla mnie i tych dwóch przygłupów, którzy dalej biegają po lesie strasząc biedne wiewiórki.
Rozłożyłem plan składania mojego tym czasowego domu i rozejrzałem się za wszystkimi częściami. O dziwo nie było to trudne po mimo tego, że zrozumienie instrukcji zajęło mi z dwadzieścia minut. Męczenie się z wszystkimi potrzebnymi malutkimi fragmentami zajęło mi trochę. Lecz tylko przy pierwszym namiocie. Później zeszło jak z górki. Egh...z górki...chyba jestem uczulony na słowo góry itp.
Po chwili wszyscy zjawili się z powrotem w obozie. Spojrzeli na mnie jak na Bossa, a ja poczułem się dumny jak paw. Lecz tylko na chwilę. Parę minut potem każdy z osobna zaczął prosić mnie o pomoc w rozbiciu namiotu. W co ja się wpakowałem?
-Padam z nóg! Znów...-Rzuciłem siadając obok rudej i blondasa. Ci spojrzeli na mnie spod byka, a w mojej głowie utworzyły się najgorsze scenariusze. Oczywiście niepotrzebnie ponieważ Taki od razu zaczął wierzgać jak to bardzo jest mi wdzięczny ponieważ on jest takim stworzonkiem co jajecznicy nawet nie potrafi porządnie zrobić.
-No dzięki.- Rzuciła Lara rumieniąc się lekko.
-Nie ma za co.- Odpowiedziałem siadając obok nie całkiem jeszcze zaludnionego ogniska. Rudowłosa usiadła obok mnie. I to znacznie bliżej niż zazwyczaj.
-Pamiętasz wczoraj?- Zapytała patrząc na swoje dłonie skryte delikatnie pod zbyt długimi rękawami swetra.
-Jasne.- Odpowiedziałem, próbując nie pokazać jak bardzo się zdziwiłem tym, że ona zaczęła o tym mówić.
-Widzisz...płakałam z powodu mojej mamy.- Ta odpowiedź lekko mnie zdziwiła jednak nie chciałem jej przerywać. Widziałem, że nie było łatwo jej o tym mówić. A już w szczególności mnie.-Dwa lata temu zaszła w ciąże. Jednak dziecko zaraz po urodzeniu umarło. Później ona zapadła w depresję. Miała próbę samobójczą...- Przerwała na chwilę. Jej dłonie coraz szybciej pocierały o siebie.-Później następną. W końcu tata wysłał ją do zakładu psychiatrycznego...ale jej stan tylko się pogarsza. Ona przestała jeść, pić i spać...mój tata nie wie co robić. I ja też...więc błagam uszanuj to i nie mów nikomu. Nawet Tokiemu.- Szepnęła, a mnie po prostu odcięło mowę. Wpatrywałem się w nią z mocno otwartymi oczami. Z pewnością to będzie długi rok...
Podobała mi się ta notka. Ciekawe czy Lara powiedziała mu o matce, bo miała chwilę słabości czy diablica znowu coś panuje? Czekam na next, pozdrawiam.
OdpowiedzUsuńNareszcie nowa notka ;) Fajnie że znów piszesz i pisz szybko nową :] A i fajna notka
OdpowiedzUsuńWow. Ciekawa ta przeszłośc Lary...
OdpowiedzUsuńZobaczymy co dalej...
kiedy nowa notka? To ciekawe kurcze jest.
OdpowiedzUsuńHej,
OdpowiedzUsuńcałkiem niedawno tutaj trafiłam, i juz wszystko przeczytałam, cała historia jest bardzo interesująca, czyta się wszystko bardzo dobrze, fabuła jest ciekawa. Czekam na kolejne rozdziały.... A i tak jeszcze mała prośba odblokować opcję „anonimowy” na dwóch pozostałych blogach na blogspocie? Chciałam coś tam skrobnąć, ale niestety nie mogłam, a i pewnie wielu ułatwiło by to wszystko....
Weny, weny życzę...
Pozdrawiam serdecznie Basia